Kiedy skończyłam 18 lat, już fotografowałam. Robiłam sesje zdjęciowe w zagraconym przez moje lampy i tło polipropylenowe (wtedy jeszcze takich używałam) pokoju mojego wujka.
Kiedy zbliżał się weekend, wujek wybywał do swojej partnerki. Ja natomiast miałam możliwość wyżyć się artystycznie, a przy okazji zarobić dodatkowe pieniądze do swojego kieszonkowego, które raczej zawsze było bardzo niskie, bo jako jedno z 3 dzieci, byłam zawsze pod tym względem poszkodowana.
Mama niestety nie pracowała, a ojczym wolał wynagradzać moje rodzeństwo. Ja byłam pomijana.
Kiedy tylko miałam okazję, ściągałam na swoją wioskę zwaną „Zacharzycami” koleżanki na sesje zdjęciowe, które, by dotrzeć do mego prowizorycznego studio musiały przejść 2 km od przystanku. Często kończyło się to „baranem na głowie” u dziewczyn, które specjalnie na sesję prostowały włosy, lub wyglądem kury zlanej deszczem przez kiepską pogodę:). Nic nie szkodzi! I z tym potrafiłam sobie radzić.
(więcej…)